Worożka worożyła…;))

Nie czytam horoskopów, nie wróżę sobie z kart, nigdy mi przez myśl nie przeszła chęć wizyty u Wróżki. Co innego moja Przyjaciółka za oceanu. Ona odwiedza co jakiś czas Wróżkę. A, że różnych sytuacji i problemów nawarstwiło się w Jej życiu, to postanowiła się wybrać. Przed wizytą denerwowała się Ona, denerwowałam się ja, wiedząc, że traktuje to bardzo poważnie. I jeżeli dowie się jakiś nieprzyjemnych rzeczy, to trudno będzie Jej wybić to z głowy…Wiem, bo już to przerabiałam…Tam gdzie ja mam dystans i spojrzenie z perspektywy przymrużonego oka, Ona przyjmuje wszystko bardzo serio. Tym razem Wróżka kazała Jej wziąć ze sobą zdjęcia…

Wczoraj dostałam emalie…Z nadmiaru wiadomości głowa mi pęka ;)…a to tylko namiastka tego, co Przyjaciółka się dowiedziała i chciała mi w skrócie przekazać. W skrócie, bo już za dwa tygodnie odbieram Ją z lotniska i będziemy miały całe sześć tygodni na pogaduchy :))).

Zawsze sceptycznie nastawiona do instytucji wróżki teraz ją…POKOCHAŁAM ;)…szczególnie tę jedną ;)..A za co ?…a za to:
Pokazałam nasze zdjęcia jak byłyśmy we trzy u Ciebie w ogrodzie, a ona do mnie, żebym w ramkę oprawiła i w domu na głównej ścianie powiesiła, bo nasza przyjaźń przetrwa do końca naszych lat, każda z nas ma innych charakter, ale cudownie się uzupełniamy, a to rzadkość. Super co? Cała byłam szczęśliwa, gdy to usłyszałam”…to fragment emalii od Przyjaciółki…
No i jak tu nie wierzyć Wróżce :)))) Szczególnie że osoby, a było ich trochę z otoczenia Przyjaciółki, na podstawie tylko zdjęć scharakteryzowała trafnie…według mnie;)

P.S. Ta trzecia to nasza wspólna Przyjaciółka z zachodniej granicy, dołączy też do nas wte wakacje.