Po burzy zawsze świeci słońce ?

Coś wisiało w powietrzu…

Na wpółleżąc w wygodnym fotelu na tarasie, zajadając się świeżymi truskawkami, które przyniosła mi teściowa…z okularami przeciwsłonecznymi na nosie…czytałam książkę. Właściwie próbowałam czytać…Słoneczko pięknie grzało, tak w sam raz, bo nie było zbyt upalnie, przyjemny wiaterek powiewał, ptaki głośno i wesoło śpiewały, a ja nie mogłam pozbyć się uczucia, że coś jest za dobrze, że coś tę sielankę przerwie…

I coś się wydarzyło…wieczorem…Skutkiem czego, zostałam obarczona tajemnicą…Upiorem z przeszłości…Pewnie w innych okolicznościach byłabym co najmniej dumna z tego, że ktoś mi tak zaufał…W tych wiem, że bardziej emocje zadziałały i wiem, że zaraz po wypowiedzeniu tych słów był moment wahania i prośba o zachowanie tego dla siebie. Coś, co wiem tylko ja…I szczerze jest mi z tym dziwnie, bo wiem, czuję, że osoba, której to dotyczy, obawia się pewnie, jak to wpłynie na nasze wzajemne relacje…

W nocy przeszła długa i intensywna burza…Ranek jeszcze chłodny, ale z kubkiem gorącej herbaty wdychałam oczyszczone powietrze… zapach lata…Świeci słoneczko…i powinno mi być lekko…ale nie jest…