Kłamstwo…

Zastanawiam się jak często jesteśmy w stanie rozpoznać kłamstwo. Czy wyczuwamy intuicyjnie, że ktoś nas właśnie okłamuje. I choć słowa brzmią logicznie…to gesty, spojrzenie, a właściwie uciekający wzrok…zasiewają ziarenko niedowierzania, które później w nas kiełkuje, gdy zderza się z rzeczywistością. Niektórzy kłamią tak nieudolnie, że od razu czuć na kilometr nieprawdę w tym, co mówią. I tu się zastanawiam dlaczego ludzie kłamią…niepytani opowiadają nieprawdziwe historie. Czasami trzeba skłamać, rozminąć się z prawdą, i wtedy kłamstwo nie jest grzechem. Życie do tego zmusza; choć ja uważam, że lepiej wtedy przemilczeć. Ale i milczenie może być wymowne…zbyt wymowne. Wiemy, że nie ma prawdy obiektywnej, że zakłamanie faktów i spojrzenie subiektywne jest wtopione w naszą codzienność. Nie zawsze mówienie prawdy popłaca; czasami prawda potrafi wyrządzić więcej zła niż kłamstwo. O tym wszyscy wiemy i zgadzamy się z tym. Ale co zrobić z faktem, gdy ktoś nie pytając, dostaje kłamstwo? Każdy ma prawo nie odpowiedzieć na zadane pytanie, ale po co kłamie niepytany? Dlaczego to robi? Nie rozumiem…i co z tym teraz mam zrobić?

Z tego wszystkiego pochłonęłam w łóżku przed snem całą tabliczkę czekolady i zatapiając się w ciepłej studni nocnych marzeń…śniłam…na szczęście nie koszmary.