Wagary…

Dziś pierwszy dzień wiosny-kalendarzowej. I choć pewnie w wielu regionach kraju raczej zimowo niż wiosennie, to ja już czuję zapach wiosny. Słońce swoimi promieniami coraz częściej przez szparki w zasłoniętym roletą oknem dachowym wdziera się porankiem do sypialni i budzi, łaskocząc mnie po twarzy. I słyszę świergot ptaków…jeszcze nieśmiały…ale już niedługo będą przesiadywały na dachu i co rano mnie budziły. A w ogrodzie pszczółki wesoło brzęczą…te odważniejsze, obudziły się z zimowego snu i już chętnie wzięłyby się do roboty. Tata mówi, że dobrze zniosły zimę, są silne i miodu powinno być w tym roku dużo. Więc zielono mi….ach zielono…i wesoło mi…I zrobię sobie dziś wagary od pracy wszelakiej, czyli

domowej:

– sprzątania

– gotowania (najwyżej pizze zamówię)

-prania, prasowania, zmywania

zawodowej:

– wydawania poleceń

-telefonów

– służbowego komputera

– spotkań i rozmów

– samochodu

od codzienności:

– zmartwień

– kłopotów

– myślenia za wszystkich

Mój umysł i ciało  jest dziś na wagarach. Jakby co mam usprawiedliwienie od samego ministra zdrowia. Paczusia załatwiła. Wiem, trochę je naciągnęłam…ale w końcu wagary to wagary.

A co będę robić???Pójdę na dłuuugi spacer, może wyciągnę rower, albo rolki??…wdepnę na pogaduchy i dobrą kawę lub herbatę…poczytam…pooglądam….A może się ktoś do mnie dołączy???