Chwila ciszy…

Torba stoi jeszcze nierozpakowana, ale to u mnie normalne, bo pakowanie i rozpakowywanie to moja zmora. Pakuje się zawsze na ostatnią chwilę, szybko, w myśl zasady, że dokumenty i pieniądze są najważniejsze i tego staram się nie zapomnieć. Reszta …no cóż, zdarza się, że coś przeoczę;((. Wszyscy bliscy znają tę moją zmorę, więc jak mnie przyjaciółka odbierała z lotniska, to w ogóle się nie zdziwiła, że na 7 tygodni przyleciałam z torebką na ramieniu ,a Tuśka miała mały plecaczek. Szczególnie, że przed naszym odlotem dzwoniła, wiedząc, że jeszcze pakowanie w proszku i dając mi rady, żebym nie brała dużo rzeczy bo akurat są wyprzedaże to się obkupimy. Śmiała się, że trochę za bardzo dosłownie wzięłam jej słowa…ale uspokoiłam ją, że nasze dwie walizki zostały jeszcze w Europie, bo nie zdążyły się przesiąść na drugi samolot. Później to ona mnie pakowała i z dwóch walizek zrobiły się cztery…..;)) Rozpakowuję się za to powoli, etapami i czasami trwa to parę dni…Tak już mam…Dom doprowadziłam już do używalności .Nie było tak źle, ale ścierki do kurzu i odkurzacza nie mieli w ręku…Najczyściej o dziwo było w Tuśki pokoju…Tajemnica rozwiązała się po jej telefonie…był u niej kawaler …Zasugerowałam by częściej go zapraszała 😉

A teraz oprócz kawy delektuje się ciszą….Lubię ciszę…lubię pobyć sama. Jest mi potrzebna do poukładania myśli, wrażeń, okiełzania emocji. Nieczęsto mi jest dana, dlatego czasami wytęskniona…Cisza od słów…własnych i innych. Potrzebna po to by znów zatęsknić za nimi i pogrążyć się w rozmowach…Jeszcze chwilka…