Idzie….

Zawsze zazdrościłam Niemcom dróg…i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Choć w tamtą stronę jechałam całą drogę w strugach deszczu i moje wycieraczki były zmuszone do wytężonej pracy i wzrok też, bo spod kół tryskała fontanna wody, to i tak jechało się super. Pogoda dopisała, choć temperatura tak około 9 stopni, ale ani śladu śniegu i słoneczko świeciło już do końca pobytu. Było czuć wiosnę…przed sklepami wystawione kwiaty, sprzedawcy nie musieli się martwić, że im pomarzną…Weekend spędzony na pogaduchach do białego rana, spacerach, i co tu dużo ukrywać…na obżarstwie…Przywiozłam sobie suszone pomidory w zalewie…pychotka z twarożkiem na ciemnym pieczywie…Trochę mi mina zrzedła jak zobaczyłam 60 km przed granicą śnieg….a temperatura spadła poniżej zera…Ale to już ostatnie podrygi zimy…Wiosna nadciąga z zachodu….