Wyjazd…

Jutro po południu wyjeżdżam na zachód 500km…przekroczę granice. Nie wyruszam na poszukiwanie wiosny, ale jeśli zobaczę jakiekolwiek ślady, że ona tam już jest, to obiecuję…przyciągnę JĄ do nas…całą siłą moich koni mechanicznych. Jadę do przyjaciół…spotkanie przekładane od listopada w końcu nastąpi. Zabiorę ze sobą dobry humor i nastrój, a smutki zostawię na miejscu…Może je śnieg przykryje, a gdy słońce mocniej przygrzeje, to wraz z nim się roztopią i jak wrócę ani po jednym ani po drugim nie będzie już śladu…Może…Nie będę sobie teraz tym głowy zaprzątać. Bo cieszę się jak małe dziecko, które właśnie otrzymało niespodziewany prezent.

Biorę ze sobą kosz wiejskich jajek i w związku z tym przypomniało mnie się:

Malutki Misiek pierwszy raz widział małe żywe kurczaczki. Dziadek objaśnił mu skąd się biorą. Na drugi dzień rano pytam się go co będzie jadł na śniadanie.

-Jajecko-odpowiada

-Jajecko to ty jadłeś już wczoraj, a nie można tak często jeść jajeczka.

– A co wypluły się z niego ptasyska???

I tym jajecznym akcentem życzę wszystkim udanego weekendu:))