List…

Post „Nie napisany list” i słowa, że ktoś na niego czeka…wywołały u mnie wspomnienia o liście napisanym i wysłanym, który wpłynął na życie bliskiej mi osoby. Słowa w nim napisane, na pewno nie były oczekiwane…

Porzucił studia i wyjechał do Austrii, gdzie znalazł się w obozie dla uchodźców, a następnie z grupą innych ludzi został ulokowany w pensjonacie, by tam czekać na sponsoring wyjazdu do Kanady. Poznał Ją…zakochał się. Miał więcej szczęścia niż ona, bo już po trzech miesiącach znalazł się za oceanem. Tęsknił za nią i chciał, żeby jak najszybciej do niego dołączyła. Wiedziałam o wszystkim, bo korespondowaliśmy ze sobą, miałam nawet jej zdjęcie. Cieszyłam się jego szczęściem…tym bardziej że kiedyś sama go zraniłam…odchodząc do innego, nadal jednak utrzymywaliśmy bliskie kontakty. Los dla nas był przewrotny, bo cztery lata wcześniej, gdyby on dostał wtedy paszport, ucieklibyśmy razem…Sama nie chciałam, dopiero byłam po maturze, więc wróciłam… zdałam na studia…i po jakimś czasie się z nim rozstałam. Los dał mu szansę wyjazdu…skorzystał…Ja już byłam w innej bajce…szczęśliwa mężatka w ciąży…I cieszyłam się, że i jemu zaczyna się układać. Jednak zbieg okoliczności spowodował, że dowiedziałam się, że to „szczęście” ma skazę…W tym pensjonacie na wyjazd też czekał brat szwagra mojego męża, który pojechał do niego, by się z nim pożegnać przed jego dalszą emigracją. W międzyczasie od mojej mamy a ona od rodziców J. usłyszałam, że J. chce ściągnąć tę dziewczynę, żeniąc się z nią, by dłużej nie czekać na jej przyjazd, który się przedłużał. Gdy wrócił szwagier, od słowa do słowa, potwierdzając to zdjęciami, okazało się, że ta dziewczyna ma tam już kogoś innego, a J. chce wykorzystać na szybki wyjazd za ocean. Jednym słowem nie była wobec niego uczciwa. Nie wiedziałam co z tą wiedzą robić. Trzy dni o niczym nie myślałam tylko o tym, jak mam w tej sytuacji postąpić. Napisałam…Nie pisałam mu konkretnie, czego się dowiedziałam, tylko prosiłam go, żeby się zastanowił, poczekał na nią, aż sama przyleci. Bo małżeństwo to poważna sprawa, a wy się tak krótko znacie. Daj szanse sobie, by lepiej się poznać. Boże jak trudno mi było wysłać ten list, bo jakie ja miałam prawo by się wtrącać?? Zaufał mi…od razu wiedział, że za tymi słowami kryje się coś więcej…znał mnie doskonale i wyczuł, ile mnie to musiało kosztować. Obecnie po otrzymaniu obywatelstwa, wrócił do Polski, ma cudowną żonę i dwie córeczki. Starsza nosi moje imię. Gdybym nie wysłała tego listu, być może skomplikowałby sobie życie.

Życie stawia nas czasami w trudnych sytuacjach… i z pytaniem, czy mamy prawo wejść w czyjeś życie z butami, otworzyć komuś oczy na to, co my widzimy, bo osoba zaślepiona miłością nie dostrzega? I jak to zrobić, by nie zranić tej osoby…by jej nie stracić, bo i tak bywa? Czy lepiej milczeć i czekać aż samo jakoś się rozwiąże? Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi.