Obserwatorki…

Niestrudzone obserwatorki wiejskiego życia. Stojące przy płocie lub siedzące w otwartych oknach, opierające swoje łokcie na miękkich jaśkach. Wszystkowiedzące, szybciejwiedzące, lepiejwiedzące...Gdy tylko słoneczko zaświeci i powieje cieplejszy wiaterek…to stały element wiejskich dróg, a miejscem ich zebrań -to sklepy. Wystarczy przejść się z jednego końca w drugi, by dowiedzieć się, że pani X jest w ciąży, pan X zdradza ją z panią Z, a pani Y jest ciężko chora, pan Y to pijak i awanturnik…Kto kupił samochód z komentarzem skąd miał na to pieniądze…ten stracił pracę, a tamtemu udało się gdzieś zaczepić…małoletnia córka tamtych pije, pali i źle się prowadzi…Niebezpiecznie się przy takich zatrzymać, powiedzieć zwykłe „Dzień Dobry”, lub trafić na kolejkę w jednym ze sklepów…nie wypuszczą już ze swych szponów, zarzucając informacjami na temat innych lub próbując pociągnąć za język osobę zatrzymaną. Doświadczyłam tego nie raz…nieraz pewnie sama dostarczyłam „sensacji” i choć mieszkam już tu parę dobrych lat, to nie mogę się do tego przyzwyczaić. Przyzwyczaić się do kłopotliwych pytań, na które nie mam ochoty odpowiadać. Kłopotliwych rozmów, w których nie mam zamiaru uczestniczyć. Dlatego tak tęsknie za anonimowością dużego miasta…

12 myśli na temat “Obserwatorki…

  1. Wszystko ma swoję dobre i złe strony…Mieszkam na obrzerzach niemałego miasta i wiem jak to jest…plotki ploteczki eh…Nie przejmuję się ludzkim gadaniem…nie wypytuję wścibsko o innych bo wiem ile krzywd może to wyrządzić. Ale mam samotną starszą sąsiadkę i muszę czasem poświęcić jej chwilę, by mogła do kogoś usta otworzyć…( Boruta przed nią ucieką….:)) )Ja też czasem jak się spieszę uciekam…takie jest życie. Według sąsiadów byłam kiedyś modelką ale to lata temu…a innych okropności wolę nie pamiętać…:)))

    Polubienie

    1. Wieś się rządzi swoimi prawami, tu każdy się zna z dziada pradziada, ktoś jest akurat czyjąś siostrą , ciotką, bratem,wujkiem itp czasami mam wrażenie ,że każdy z każdym spowinowacony, a to wielka wieś…a ja obca …przejmować sie też nie przejmuję, choć gadają, bo jak kiedyś któraś powiedziała, że jesteśmy osobami publicznymi …cokolwiek to znaczy …to o nas sie gada. Mieszkałam w bloku w dużym mieście, też miałam sąsiadów , z niektórmi moi rodzice się zaprzyjaźnili, ale to zupełnie inna bajka…nie wrociłabym do bloku ale najchetniej właśnie na obrzeża mojego miasta..kilku wścibskich sąsiadów bym zniosła….bo teraz to musze całą wieś ;((((

      Polubienie

      1. Mieszkałam kiedyś w bloku dużego miasta….Sąsiadów poznałam gdy sprzedawałam mieszkanie i siedzialam na kartonach czekając na przeprowadzkę…Zauważyłam też, że chętnie, blokowi sąsiedzi, zapoznają się podczas wyprowadzania piesków…lub dzięki małym dzieciom…O jak byłam tam samotna…obce miasto, ludzie dla Boruty też. A ja z małymi dziećmi na ostatnim piętrze…eh…teraz mam wścibskich sąsiadów, którzy pilnują by nas nie okradli….:)))

        Polubienie

        1. Mieszkałam kiedyś w bloku dużego miasta….SąsiadówMożna być samotnym w dużym i obcym mieście gdzie nikogo się nie zna, ale ja w swoim bloku mieszkałam od dzieciństwa, wokół koleżanki i koledzy z osiedlowej szkoły…niektórzy dalej mieszkają choc juz pozakładali rodziny….

          Polubienie

  2. mam bliską rodzine na wsi i czesto tam jeżdże „na letnisko”… jestem jak ciotka z Ameryki .. wszyscy przechodznie mi mówią dzien dobry a ja im odpowiadam, chociaż ich nie znam i oni mnie też nie… taki zwyczaj pewnie?… lubię wieś… ale znam te „klimaty” z opowiadań krewnych więc wiem… i widzę… ja sama mieszkam w małym mieście, tutaj jakby inaczej, ale podobnie ;-))) niewiele się tym przejmuję ;-)) ale czasami to tak gna… do anonimowości, więc jadę gdzie mnie zna tylko morze i wiatr…;-)))pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Ja z tym dzien dobry to mam klopot do dziś , bo widze taka panią opartą o płot i ona mnie tez widzi i nie wiem czy mam się drzeć od razu czy dopiero jak bliżej podejdę a nieraz kobiecina się na pięcie obróci i juz słyszałam ,że dzień dobrry nawet nie mówię…ech…samo życie, dopóki wieś znałam z wakacji to wydawała mi sie sielsko-anielska…sielska jest, ale na pewno nie anielska… a moja terapia to częste choć jednodniowe wypady do mojego miasta choc mam ponad 100km …ciepło pozdrawiam

      Polubienie

  3. Tak sobie mysle , że na te obserwatorki , to trzeba sie uodpornic . One takie już muszą być i nie ma na to rady. To ich sposób na życie.Zaskocz je ( gdy któraś zada Ci jakieś pytanie) „A dlaczego to Panią interesuje”. Chyba je tym zaskoczysz. Jakaby kolwiek jej odpowiedź była (o ile będzie) – uśmiechnij się i życz jej miłego dnia. Pozdrawiam cieplutko

    Polubienie

    1. Pewnie już trochę się uodporniłam, ale jeszcze potrafią mnie zaskoczyć swoim wścibstwem i reagowaniem na różne wydarzenia…czyli wietrzeniem sensacji w zwykłych rzeczach…One zawsze mają odpowiedź…nieważne że czasami bezsensu…bo to właśnie jest ich sposób na życie… A usmiech nawet gdy w środku się gotujesz …potrafi zdziałac cuda…. Uściski

      Polubienie

  4. Duże miasta mają to do siebie, że jesteś anonimowa. W małych to ledwo kichniesz a już wszyscy wiedzą, kto, gdzie z kim i dlaczego…….Miłej i spokojnej nocy.

    Polubienie

    1. Ech ja miałam taki przypadek ,ze kobieta mieszkająca w drugim końcu gratulowała mi narodzin syna…nawet wtedy nie wiedziałam sama ,ze w ciązy byłam…ale po 9 miesiącach faktycznie urodzilam syna hehehe ..skąd wiedziała??? mówię wszystkowiedzące , szybciejwiedzące ;-)))

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s