Obserwatorki…

Niestrudzone obserwatorki wiejskiego życia. Stojące przy płocie lub siedzące w otwartych oknach, opierające swoje łokcie na miękkich jaśkach. Wszystkowiedzące, szybciejwiedzące, lepiejwiedzące...Gdy tylko słoneczko zaświeci i powieje cieplejszy wiaterek…to stały element wiejskich dróg, a miejscem ich zebrań -to sklepy. Wystarczy przejść się z jednego końca w drugi, by dowiedzieć się, że pani X jest w ciąży, pan X zdradza ją z panią Z, a pani Y jest ciężko chora, pan Y to pijak i awanturnik…Kto kupił samochód z komentarzem skąd miał na to pieniądze…ten stracił pracę, a tamtemu udało się gdzieś zaczepić…małoletnia córka tamtych pije, pali i źle się prowadzi…Niebezpiecznie się przy takich zatrzymać, powiedzieć zwykłe „Dzień Dobry”, lub trafić na kolejkę w jednym ze sklepów…nie wypuszczą już ze swych szponów, zarzucając informacjami na temat innych lub próbując pociągnąć za język osobę zatrzymaną. Doświadczyłam tego nie raz…nieraz pewnie sama dostarczyłam „sensacji” i choć mieszkam już tu parę dobrych lat, to nie mogę się do tego przyzwyczaić. Przyzwyczaić się do kłopotliwych pytań, na które nie mam ochoty odpowiadać. Kłopotliwych rozmów, w których nie mam zamiaru uczestniczyć. Dlatego tak tęsknie za anonimowością dużego miasta…