Denerwujące…

Kogo denerwują takie rzeczy jak niedokręcone wszelakie zakrętki, to wie co mam na myśli. Mnie denerwują strasznie…pal licho pasta do zębów, choć później zgrzytam zębami, że wysycha. Lub butelka z wodą mineralną, bo i tak pijam niegazowaną. No ale tonik do twarzy, który potrąciłam sięgając po coś innego z szafki…to już lekka przesada, bo połowę się wylało. Ale szczytem było niedokręcenie buteleczki z makeupem i upaćkanie całej kosmetyczki i wszystkiego co tam było…a było akurat sporo, nie wspomnę, że w owej buteleczce zostało wspomnienie po zawartości. No strasznie mnie to denerwuje…tym bardziej, że to ja sama nie dokręcam…ot co!

Dziś odbyłam podróż…z pkt A do pkt B. Normalnie jadę w półtora godziny…dziś prawie zajęło mi to trzy godziny. Bo tam na górze komuś się pokićkało…chyba robią porządki wiosenne. Albo Anioły pierze zmieniają…tzn. garderobę na lżejszą…i to wszystko sypią nam na nasze drogi. Na dodatek wiało, tak mocno, że nawiało śniegu z pól i zaspy się porobiły…No a drogowcy śpią…i śnią o wiośnie…A ja jej w ogóle nie widziałam…przez całą drogę nic a nic…nawet jednego ptaszka…Chciałam kupić sobie prymulki w doniczkach by na parapecie postawić, weszłam do sklepu…było kilkanaście…jakieś takie mizerne, zwiędnięte, zmarznięte..zrezygnowałam…Kupiłam dwa pęczki szczypiorku, a co tam też zielony!

A wiosna jest…ale na blogach…idę jej poszukać!