Ale jazda…

Leżę sobie pod kocykiem, legalnie chorując…legalnie, bo na zwolnieniu. A co tam, zadzwoniłam do siostry męża, powiedziałam co mi jest i jak wyglądam, co biorę itp…a ona jako nasz lekarz rodzinny stwierdziła, że przyjedzie mnie zobaczyć dziś, a już mi wypisuję zwolnienie. No więc leżę sobie …gdy wpada jak burza córcia do domu… z krzykiem ….Ale Jazda!…Matko, patrzę na nią, twarz czerwona…no pewnie ją też wysypało…epidemia jakaś czy co??…Zanim coś powiedziałam, mówi do mnie, że P zerwał z O. No tak.. to emocje i pewnie mrozik na buźce mojego dziecka…ufff. A co?… pytam się…w końcu się odezwał?…Mamunia, czyli ja …dość dobrze poinformowana o sercowych perypetiach koleżanki Tuśki, wiedziałam, że od tygodnia ani nie przychodził, ani nie dzwonił, nie pisał SMS-ów, nie odpowiadał na strzałki…NIC.
No ..spotkał się z nią i wiesz, co powiedział?…że ma inną, że łatwiej z tamtą mu się spotykać, że gdyby nie tamta, to on by z nią był….Mamo, jak można coś takiego powiedzieć dziewczynie???–no oburzenie pełna krasa i w głosie i na twarzy mojej córci…
Hmm…rozstania zawsze ranią, ale pomyśl, choć młody to odważył się jej powiedzieć to prosto w oczy…nie zerwał SMS-em…co teraz takie powszechne…nie kłamał, nie kluczył, nie oszukiwał, nie grał na dwa fronty…a ten tydzień co się nie odzywał widocznie, potrzebował na przemyślenie wszystkiego. W dorosłym życiu wielu facetów mniej odpowiedzialnie się zachowują…ciągną związek tygodniami…miesiącami…czasami latami…kłamiąc…zdradzając, nie mając odwagi po ludzku się rozstać…
No tak…