Chciałabym…chciała…

Chciałabym, aby moja połówka był…kucharzem. Gotowałby pyszne obiadki…te tradycyjne i te bardziej wykwitne…a zapach aromatycznej woni unosiłby się po całym domu…

Chciałabym, żeby od czasu do czasu coś ugotował albo zrobił sam śniadanie…lub kolację…

Chciałabym, żeby miał choć jedną „popisową” potrawę, taką co tylko on i nikt więcej (w domyśle ja)…

Chciałabym, żeby choć raz wyjął z lodówki to, co przygotuję, podgrzał…i zjadł…a nie jak wracam po 2-3 dniach to nic nieruszone…i pies ma później …radochę…:D

Rozmarzyłam się…

A może ja zbyt dużo wymagam…????