Chcę czy nie…

Kobieta zmienną jest…to pewne. Ale czy ja lubię, czy potrzebuję zmian? Chyba jak każdy, o ile są na lepsze, to tak. Choć pytanie zadane na blogu, tak naprawdę nie daje mi spokoju. Jak to w końcu ze mną jest. Bo ja się przyzwyczajam…do osób, do rzeczy…Przyjaciół od lat mam tych samych, sprawdzonych w ciężkich chwilach… Owszem, poznaję nowych ludzi, niektórzy są mi nawet bliscy…spotykamy się, bawimy razem, dyskutujemy, ale to wciąż tylko znajomi…dobrzy znajomi. Miejsce zamieszkania zmieniłam tylko raz…z bloku w dużym mieście na dom na wsi. I tu chciałabym zmiany…na pewno.Gdyby nie to, że już zbyt głębokie są nasze korzenie, to przeprowadziłabym się…może nie do bloku, bo pokochałam przestrzeń, ale na pewno do miasta…mojego miasta. Może kiedyś…może taka zmiana nastąpi.Jeśli chodzi o sprzęty, którymi jestem otoczona…ulegają zmianom…choć długo do tego dojrzewam. Decyzja najpierw powoli kiełkuje, bo żal mi się rozstawać ze starymi…choć później ze zmian jestem bardzo zadowolona. Przywiązuję się tez do ubrań…kupuję niedużo, ale porządne… z charakterem. W przeciwieństwie do mojej przyjaciółki, która lubi dużo, niedrogo i ciągle nowe. Najbardziej zmienna we mnie jest fryzura…choć od lat już nosze raczej krótkie włosy. Ale te zmiany wynikają z tego, że gdy siadam na fotelu u zaprzyjaźnionej młodej fryzjerki z talentem w ręku i mówię „proszę tak samo jak poprzednio”, to ona i tak robi po swojemu…Więc średnio, co dwa miesiące mam zmiany na głowie…i jestem zadowolona.Gdy rzeczywistość mi mocno doskwiera, to zmieniam otoczenie…Wyjeżdżam…na parę godzin, na kilka dni, było i że na kilka tygodni. I te zmiany lubię najbardziej, i takich zmian potrzebuję najmocniej. Potrafię na takim wyjeździe „zapomnieć”, „nie myśleć” o tym, co zostawiłam. Wracam silniejsza…z pozytywną energią…W moim życiu była jedna istotna zmiana. Nieoczekiwana, bolesna… Choć w swojej podświadomości dopuszczałam taką myśl, że może nastąpić…to gdy przyszła nie byłam na nią przygotowana.Wiele osób mających takie doświadczenia mówi, że przewartościowało swoje życie, że zmienili swoje podejście do niego…A ja?…Nie wiem, wydaje mi się, że nie, że jestem taka jak byłam przed tą zmianą. Może minimalnie…bo jest we mnie uśpiony…ale jest…lęk…Chyba najbardziej chciałabym, żeby jak za pomocą czarodziejskiej różdżki móc się go pozbyć, potrafić cieszyć się  i czerpać z życia to wszystko, co nam  dobrego oferuje…chyba potrzebuję zmian w sobie…w swojej psychice…reszta może zostać po staremu…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s