Dlaczego…?

Ile razy w życiu zadajemy sobie to pytanie nie znajdując na nie odpowiedzi? Czy lepiej żyć krótko ale szczęśliwie bez kłopotów i zmartwień, bólu i rozpaczy? Czy też długo, ale ciągle doświadczać cierpienia? Dlaczego jedni mają w życiu ciągle z górki a inni pod górkę? Dlaczego komuś przychodzi wszystko łatwo a drugi musi ciężko na wszystko pracować, a i tak ma mniej? Dlaczego ludzie tak szybko odchodzą, choć czynili dobro wokół siebie, a ci co czynią zło mogą cieszyć się życiem? Dlaczego…? Los, przeznaczenie, Bóg… Doszukujemy się sensu w tym co się dzieje, ale jaki sens ma np. cierpienie dziecka, które jest nieuleczalnie chore?….lub ginie pod kołami rozpędzonego samochodu? Czy kiedyś na te wszystkie pytania otrzymamy odpowiedz??

Koniec…

Ufff…nareszcie mam tę sprawę poza sobą. Jednym podpisem zakończyłam nieprzyjemna i trudną sytuację. Trochę mnie to nerwów i zdrowia kosztowało. Nie spodziewałam się, że ktoś może być tak nielojalny, kłamliwy…patrząc prosto w oczy łgać jak najęty. Człowiek jednak uczy się oceniać ludzi całe życie. A intuicja mi wcześniej podpowiadała…nie posłuchałam się i …

Ale to już koniec…sprawa załatwiona…i proszę, więcej takich niespodzianek nie chcę!

Nie lubię grudnia…to okres dla mnie największej pracy na pełnych obrotach do samego końca. Okres napięcia, pełen stresu…nerwów. Nie potrafię się cieszyć nadchodzącymi świętami…choć wyczekuje ich, bo wtedy mogę odpocząć. Spędzamy je u nas, przy kominku, prawdziwym świerku mieniącym się różnokolorowymi bombkami i światełkami z gwiazdą zamiast czubka. Podobają mi się jednokolorowe choinki..ale tylko w sklepach na wystawach jako dekoracje. Moja mama przygotowuje wszystkie przepyszne potrawy…mnie tylko pozostaje udekorowanie stołu. Gdyby nie ona to nie wiem, jakby te święta wyglądały…czy miałabym czas na cokolwiek?? Jak dobrze, że JEST….

Wczoraj były Mikołajki…znowu się przekonałam, że dawanie sprawia ogromna radość…większą niż dostawanie. Można być Św. Mikołajem i sprawić, że komuś spełnią się życzenia. Trzeba tylko czasami wsłuchać się bliskich …w ich potrzeby…tak czasami niewiele trzeba. Ja kiedyś właśnie w tym dniu dostałam dar od losu… DZIĘKUJĘ…

M…jak

Gdy spojrzy swoimi mądrymi, dużymi brązowymi oczami…to w sercu robi się cieplej, smuteczki szybko się ulatniają. Lubię ten moment tak,  jak po wczorajszym ciężkim dniu, położyć się na chwilkę przed TV z kubkiem gorącej herbaty i przytulić się do niego. Hmmm…właściwie to on wtula się we mnie, patrząc z oddaniem i domagając się pieszczot. Jest cały brązowy, nawet nosek ma w tym kolorze. Jeszcze młodziutki, więc broi strasznie i czasami już mi ręce opadają np. na widok kwiatów powywracanych albo pozjadanych…Nie mówiąc już, że wchodząc do domu trzeba się dobrze rozejrzeć, żeby nie wdepnąć w jakąś niespodziankę;) Jeszcze do niedawna mój mąż nie wyobrażał sobie psa w domu…owszem na podwórku jako stróża… Dwa dni temu, siedząc ze znajomymi trzymał go na kolanach i powiedział, że gdy cały dzień człowiek ma do czynienia z” ludźmi „i ma się tak naprawdę serdecznie wszystkiego dość, to kontakt z kimś bezinteresownym, oddanym i ufnym jest po prostu nagrodą i ukojeniem. I już nie wyobraża sobie, żeby go z nami nie było. Bo on jest naprawdę mądry…wyczuwa kiedy jest źle, smutno i beznadziejnie, wyczuwa nasze nastroje…potrafi rozbawić. Nierasowy, zwykły kundelek… nasz przyjaciel…M jak….Maks.

Geny

Wiadomo już, że oprócz wyglądu, talentów i wad dostajemy w spadku po przodkach…choroby. Badania genetyczne pozwalają wykryć mutacje genów, a przez to przewidzieć choroby na jakie jesteśmy narażeni. Problem jest tylko jeden, czy chcemy tę wiedzę posiadać i zdobyć przewagę nad chorobą czy też nie? I czy łatwo jest żyć ze świadomością, że mam mutację genu i ryzyko zachorowania np. na nowotwór wynosi 80%? Szczególnie gdy w rodzinie zdarzały się zachorowania. Nie nie jest łatwo, ale lepsza wiedza niż niewiedza. Zawsze można podjąć działania profilaktyczne…być pod opieką specjalistów. Niewiedza może drogo kosztować. Czasami życie. Ale wiem, że ciężko się żyje ze świadomością, że w swoim organizmie nosi się bombę zegarową, która w każdej chwili może wybuchnąć. Badaniem genetycznym objęte są całe rodziny, w których były zachorowania na raka. Dzieci też. Rodzice nie dostają wyników badań. Dopiero gdy dziecko ukończy 18 rok życia, dostanie wynik w swoje ręce. I tu się zastanawiam jak wpłynie taka wiedza na młodą osobę gdy dostanie oprócz dowodu osobistego, dowód na to, że jest w grupie wysokiego ryzyka. Wiedząc i widząc co przechodziła babcia, mama …mieć świadomość, że bardziej prawdopodobne jest, że spotka ją to samo niż, że choroba ją ominie? Mieć namacalny dowód jakim jest wynik…mutacja genu BRCA1 i BRCA2….Wiedza też może zabić.