Rocznica

Był późny wieczór, dzień przed Sylwestrem…sześć lat temu. Nazajutrz czekał nas wyjazd do przyjaciół, którzy mieszkają w H…za granicą. Razem mieliśmy witać Nowy Rok. Cieszyliśmy się na to spotkanie, bo w ciągu roku może widywaliśmy się dwa lub trzy razy. Mąż oglądał jeszcze jakiś program w tv, a ja przygotowałam sobie kąpiel, gorącą herbatkę, i coś do czytania. Zawsze lubiłam te chwile, gdy zanurzona po szyję w wannie mogłam pobyć sama z sobą…Właśnie wtedy wyczułam i zobaczyłam TO…szok, niedowierzanie, jak mogłam wcześniej nie zauważyć…Setki myśli kłębiących się w głowie i jedno pytanie: co teraz będzie? Drugie pytanie, czy powiedzieć …czy poczekać…Długo leżałam w tej wannie sparaliżowana myślami…i choć podświadomie wiedziałam, co mnie czeka, nie potrafiłam wykonać żadnego ruchu…Wtedy nie uroniłam nawet jednej łzy…Ale musiałam w końcu opuścić mój azyl…powiedziałam i zobaczyłam ból w jego oczach i…niedowierzanie. Postanowiłam nie rezygnować z wyjazdu, choć wiedziałam, że nastrój będziemy mieli raczej niezabawowy…nie widziałam sensu zostawania i działania…Szpital…wiedziałam, że to mnie nie ominie, ale nie było sensu kłaść się w jego mury na Nowy Rok i weekend…. To były mimo wszystko cudowne trzy dni spędzone wśród bliskich mi osób. Od razu wyczuli, że coś jest nie tak…gdy im powiedziałam, potrafi stworzyć taką atmosferę, że złe myśli przynajmniej na ten czas mnie opuściły. Powrót…drogę przespałam, choć ja nigdy nie śpię podczas jazdy…wróciliśmy wczesnym niedzielnym rankiem. Położyłam się od razu do łóżka…chciałam dalej spać…jak najdłużej odsunąć od siebie moment wykonania telefonu…Uruchomienia tej lawiny działań…lawiny emocji…strachu…bólu…Znowu był wieczór…ja w wannie …TO nadal jest, nie zniknęło…słuchawka w moim ręku. Dzwonię do rodziców, mówię…słyszę przerażenie w głosie mamy… muszę być twarda, więc nakazuję jej, co ma zrobić, do kogo zadzwonić…Za chwilę dostaje telefon od znajomego lekarza, który umawia mnie na następny dzień na konsultacje do szpitala. Kładę się spać…staram się nie myśleć…jeszcze nie teraz…odsuwam wszystko to co mnie przeraża, zakopuję głęboko w najdalszych zakamarkach świadomości…Zasypiam. Rano …poniedziałek…idę na wojnę…tak to czuję…wygram czy polegnę?? WYGRAM …muszę! To było jedne jedyne postanowienie noworoczne…WYGRAĆ. Właśnie dziś mija 6 lat…8 stycznia minie 6 lat od operacji…w sierpniu minie 6 lat od zakończenia leczenia…JESTEM …otwieram szampana!