Trochę szczęścia…

Bielą się pola, oj bielą.

Zasnęły krzewy i zioła

Pod miękką śniegu pościelą…

Biała pustynia dokoła.

 

Gdzie była łączka zielona,

Gdzie gaj rozkoszny brzozowy,

Drzew obnażone ramiona

Sterczą spod zaspy śniegowej.

 

Adam Asnyk

 

Hmm…pięknie by było, ale nie jest. Śnieg niestety stopniał, a prognoza na święta nie brzmi optymistycznie. Z mapy pogody wynika, że mam mniej więcej 15 % szans, że będą one białe.

No, ale za to coraz większe szanse mam na to, że będę miała dostęp do netu, bo od niedzieli mnie rozłączało, a wczorajszy cały wieczór spędziłam przy telefonie dzwoniąc na infolinię. Poinformowałam, że mnie wyrzuca lub w ogóle nie łączy. Godziny spędzone na rozmowie z miłymi panami od wszelakich problemów (z paniami w ogóle nie rozmawiam, z doświadczenia już wiem, że niewiele mogą pomóc)…spełzły na niczym. Rano na chwilkę mnie połączyło, a później znowu ta sama polka. Na dodatek  zaczęło mi szumieć w słuchawce telefonicznej, więc następny problem zgłosiłam. Gdy nie pomogło odinstalowanie i ponowne zainstalowanie Neostrady, pan wydał wyrok…WIRUS. Dzwonię więc do moich serwisantów, jeden jest na urlopie, a drugi akurat wychodzi w teren. Całe szczęście, że szefowa to koleżanka i zgadza się, żebym kompa przywiozła i postarają się do świąt zrobić porządek z moim sprzętem. Z bólem serca już odłączyłam wszystkie kabelki, zła bo mam ważne dokumenty do wysłania a tu taka heca…zniosłam kompa na dół …i dzwonek do drzwi…Panowie z telekomunikacji się grzecznie pytają, czy mam jakiś problem. No pewnie, nie jeden…ale im pewnie chodzi o te trzaski w słuchawce…pytam się, czy przez to może mi nie działać Neostrada …lakonicznie stwierdzili, że być może. Obejrzeli sobie gniazdko, wyszli na zewnątrz i po 5 minutach byli z powrotem. Sprawdzili słuchawkę…szum ustał i kazali podłączyć z powrotem komputer i sobie sprawdzić czy działa net…po czym życzyli Wesołych Świąt i wyszli. Podłączyłam, połączyłam się i szybko wysłałam dokumenty…odebrałam pocztę…wysłałam kilka ważnych wiadomości…weszłam na bloga…i jak widać jeszcze mnie nie rozłączyło…Błąd 680 nie wyskoczył jak królik z kapelusza. Spędziłam ze słuchawką (trzeszczącą ) przy uchu  pewnie razem z 4 godziny…a panom wystarczyło 5 minut i po awarii. Tak sobie pomyślałam, że jakby przyszli 10 minut później to już mojego kompa by nie było… to chyba miałam dziś szczęście, co nie??? Ci wszyscy, którzy bez swobodnego dostępu do netu czują się jak bez prawej ręki (nie mówię tu o żadnym uzależnieniu;-) ), pewnie przyznają mi rację, że miałam. O, i tak optymistycznym akcentem kończę i zabieram się do pracy…nawet słoneczko wyszło!