Przywołane wspomnienia…

Moje dzieciństwo ma zapach i smak pieczonych jabłek. Pamiętam wesoły ogień palący się na kuchni, duży stół na którym rozkładałam kartki i kredki do rysowania, lub klocki z których budowałam wieże.Ale przede wszystkim babcię krzątającą się po kuchni i opowiadającą mi różne historie gdy czekałam,aż wyczaruje jakieś smakołyki .Później już nie było tak magicznie…niewielka kuchnia w bloku…wszystko nowoczesne, ale to właśnie tam kierowałam swoje pierwsze kroki zaraz po przyjściu ze szkoły.To w niej odbywało się większość poważnych i niepoważnych rozmów ,a pieczone jabłka smakowały tak samo.Bo babcia swoją osobą przeniosła tę atmosferę ciepła i bliskości. Od zawsze kuchnia to moje ulubione miejsce w domu. I choć nie gotuje tak jak babcia to myślę ,że potrafiłam stworzyć to ciepło akurat w tym miejscu by moje dzieci miały dobre wspomnienia. Może nie pieczonych jabłek…ale pierogów lepionych wraz z moja mamą…lub pizzy… Może to nie to samo, ale w końcu to ludzie tworzą atmosferę.

Siedząc sobie na fotelu z kubkiem  gorącej kawy i patrząc przez okno tarasowe jak sypie śnieg i pokrywa wszystko swą biała pierzynką…wspominam…Widok mam cudny…choć przez chwilę, bo plusowa temperatura zaraz spowoduje,że wszystko stopnieje.W takich chwilach mieszkanie na wsi ma swój niepowtarzalnych urok…brakuje tylko rozpalić w kominku…może na wieczór? Chyba jak każdy w tym gorącym czasie pracy, sprzątania, zakupów…stresu czy ze wszystkim się zdąży , potrzebuję chwili wyciszenia…Śnieg właśnie przestał padać….czas zająć się czymś pożytecznym…może wieczorem…ale jeszcze sobie ukroję kawałek sernika 🙂