Wieczory i weekendy…za…

Byłam wczoraj w swoim rodzinnym mieście. Raczej zawodowo, ale wpadłam do mamy, bo coś jej tam przywiozłam. Nawet nie usiadłam, nie wypiłam kawy…zadzwoniłam do Przyjaciółki, bo z kolei to od niej coś tam miałam odebrać. Powiedziała. że za pół godziny będzie w domu., więc o umówionej godzinie podjeżdżam pod jej blok. Nie widzę samochodu, dzwonię ponownie…komórka wyłączona, dzwonię na domowy- nikt nie odbiera. Postanawiam chwilkę poczekać…czekam 20 minut, w tym czasie mnóstwo razy wybierany ponownie numer …zła bo nie ma nic gorszego, niż  jak ktoś nie odbiera komórki…buuu. Postanawiam pojechać do centrum, może uda mi się przez ten czas kupić prezent gwiazdkowy dla męża. a przede wszystkim coś zjeść. Prezent kupiłam i siadając już do jedzenia, dzwonię ponownie na domowy…jest…komórka jej się rozładowała…bosz…zgrzytam zębami…nie wracam już do niej…umawiamy się na parkingu przed centrum. Spotkanie trwa 5 minut…Jej stwierdzenie jak dawno się nie widziałyśmy…no tak końcem listopada…Ile razy już byłaś od tego czasu w mieście?…no tak ale nie miałam czasu wpaść, wiesz, że teraz mam gorący okres…No to kiedy się teraz zobaczymy?…chyba po Nowym Roku. Ona- od stycznia będę miała darmowe wieczory i weekendy…będę dzwonić codziennie….Moja Przyjaciółka z techniką jest na bakier, nie esemesuje, może dostałam od niej 3 SMS-y w życiu ,a moje potrafiła odebrać dopiero na drugi dzień, nie siedzi na GG, nie pisze emalii…za to teraz będzie miała darmowe…..i będzie dzwonić…nie powiem, zwaliło mnie to z nóg! Bo wcześniej mobilizowała mnie do spotkań, będąc w mieście, starałam się ją zawsze odwiedzać, czasami u niej w domu, czasami to ona wpadała do mojej mamy, a czasami spotykałyśmy się przy kawie na mieście. Ale były to kontakty…osobiste… Wprawdzie ja nie wyobrażam sobie już życia bez telefonów komórkowych, internetu, bo naprawdę ułatwiają nam pracę i kontakty z ludźmi. Ale czy nie jest tak. że często je nam zastępują? Po co się spotkać jak można wysłać SMSa lub zadzwonić, bo mam za darmo? Pogadać na GG, wysłać emalię i sprawa załatwiona…? Kiedyś spokojnie poczekałabym na nią pod jej domem, aż wróci, weszła na górę, wypiła kawę i porozmawiała. Nie powiem, cieszę się z każdego kontaktu, ale leżąc już w łóżku z zamkniętymi oczami, gdy sen nie przychodził, pomyślałam sobie, że zyskując …coś tracimy.