Koniec…

Ufff…nareszcie mam tę sprawę poza sobą. Jednym podpisem zakończyłam nieprzyjemna i trudną sytuację. Trochę mnie to nerwów i zdrowia kosztowało. Nie spodziewałam się, że ktoś może być tak nielojalny, kłamliwy…patrząc prosto w oczy łgać jak najęty. Człowiek jednak uczy się oceniać ludzi całe życie. A intuicja mi wcześniej podpowiadała…nie posłuchałam się i …

Ale to już koniec…sprawa załatwiona…i proszę, więcej takich niespodzianek nie chcę!

Nie lubię grudnia…to okres dla mnie największej pracy na pełnych obrotach do samego końca. Okres napięcia, pełen stresu…nerwów. Nie potrafię się cieszyć nadchodzącymi świętami…choć wyczekuje ich, bo wtedy mogę odpocząć. Spędzamy je u nas, przy kominku, prawdziwym świerku mieniącym się różnokolorowymi bombkami i światełkami z gwiazdą zamiast czubka. Podobają mi się jednokolorowe choinki..ale tylko w sklepach na wystawach jako dekoracje. Moja mama przygotowuje wszystkie przepyszne potrawy…mnie tylko pozostaje udekorowanie stołu. Gdyby nie ona to nie wiem, jakby te święta wyglądały…czy miałabym czas na cokolwiek?? Jak dobrze, że JEST….

Wczoraj były Mikołajki…znowu się przekonałam, że dawanie sprawia ogromna radość…większą niż dostawanie. Można być Św. Mikołajem i sprawić, że komuś spełnią się życzenia. Trzeba tylko czasami wsłuchać się bliskich …w ich potrzeby…tak czasami niewiele trzeba. Ja kiedyś właśnie w tym dniu dostałam dar od losu… DZIĘKUJĘ…