„Zajeść stresa”…

Moja Przyjaciółka jak ma stresa to go zagładza…żyje tylko kawą i ewentualnie jakimś ciachem do niej…chudnie w oczach i w ogóle nie ma apetytu. Ja odwrotnie…wręcz rzucam się na jedzenie, a przede wszystkim na słodycze. Zjem każdą ilość w każdej postaci. Oczywiście najbardziej kocham czekoladę, czekoladki i cukierki czekoladowe….ale jak mnie dopada stres, to jem WSZYSTKO…byle słodkie. Nawet po terminie, choć to się rzadko zdarza, bo u mnie nic się na długo nie uchowa. Biegam wtedy nerwowo do kuchni i wyjadam wszystko, co znajdę. Zdarza mi się też wyskoczyć w nocy do baru,  gdy już w szafkach pusto i zamiast piwka  kupuje czekoladę lub batoniki. Nie słodzę kawy ani herbaty, nie lubię potraw na słodko….ale słodycze uwielbiam. I ciasto. Mam zaprzyjaźnionego właściciela piekarni, pieką w niej przepyszne ciasta …takie domowej roboty. Nieraz już zostałam obdarowana dopiero co upieczonym, ciepłym, pachnącym wypiekiem o 23, wtedy właśnie z pieca wychodzą pierwsze ciasta. I jem je…choć gdzieś kołacze się we mnie myśl, że na zdrowie mi to nie pójdzie, a na pewno w bioderka….a w najlepszym razie nabawię się w końcu cukrzycy. No ale kto by się nie skusił. jak tak pięknie wygląda i cudnie pachnie?….no kto???No więc ja stresa zajadam…. Jak nie mam już nic słodkiego, to otwieram lodówkę i jem….potrafię tak kilka razy kursować….i co najgorsze robię to wieczorami…dość późnymi. Bo rano to ja w ogóle mogę nie jeść, tak gdzieś do godziny 13 nie pamiętam o jedzeniu. Później nadrabiam….z nawiązką. Przeczytałam gdzieś, że” powodem wieczornego obżarstwa jest nieumiejętność zrelaksowania się na tyle, by z przyjemnością zjeść w czasie pracy.” Hmm…ale ja jem w czasie pracy tylko nie przed nią. No i mam te napady jak mam stresa! Pewnie są zdrowsze sposoby, by go się pozbyć…ale czy przyjemniejsze??? I tak szczerze mówiąc nie wiem, ile bym kilogramów czekolady nie zjadła, to problemy nie znikną…..ale humor sobie poprawiam i jak na razie nie tracę, patrząc na siebie w lustro…o!